Tematyką bloga ma być pielęgnacja moich włosów oraz ich zapuszczanie. Blog mam mi służyć głównie jako miejsce zapisywania różnych spostrzeżeń, obserwacji związanych z pielęgnacją włosów, a także jako źródło informacji dla osób zainteresowanych tematem.

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Maska Gliss Kur Oil Nutritive - moja opina.

Maskę tą dostałam od Henri w ramach wymiany, razem z balsamem greckim Organique. Oba te produkty zawierają spore ilości masła shea, którego nigdy nie miałam okazji testować. Zgodnie z teorią o doborze olei do porowatości włosów powinnam go unikać, ale teoria teorią, a zawsze lepiej sprawdzić ja to działa w praktyce.
Tradycyjne zdjęcie na tle mojej studenckiej meblościanki. To ta odlewka najbardziej po prawo.


           Skład          
Skład maski jest bardzo bogaty. Producent obiecuje nam 7 olei w formule kosmetyku, i faktycznie jest ich siedem a nawet osiem jeśli wliczyć też masło shea. Oprócz tego mamy też panthenol, keratynę, a także dość wysoko w składzie jeden ( na szczęście lekki) silikon.

           Składniki aktywne          
Butyrospermum Parkii Butter - masło shea (alternatywnie: masło karite, masło z masłosza),występuje już na trzecim miejscu w składzie. Może być składnikiem aktywnym jak i bazowym, w którym rozpuszczone są inne substancje. Ma działanie łagodzące (zawiera alantoinę o takich właściwościach), zmiękczające, natłuszczające, ochronne. Jako masło posiada wielkie cząsteczki ( w porównaniu z innymi olejami oczywiście) - więc teoretycznie we włosy o wysokiej porowatości będzie wnikać, przy niskiej porowatości będzie raczej tworzyć ochronny film na ich powierzchni.
Dimethicone - silikon, syntetyczny środek działający natłuszczająco. Niegroźny bo do jego zmycia wystarczy tylko woda.
Argania Spinosa Kernel Oil - olej arganowy. Nazywany jest płynnym złotem gdyż ma barwę stopionego złota. Zawiera bardzo dużą ilość witaminy E która jest naturalnym antyoksydantem ( a także dobrym konserwantem dla olei). Jest to olej półwnikający, czyli tylko częściowo wnika do wnętrza włosa. Zmiękcza i odżywia włosy.
Macadamia Ternifolia Seed Oil - olej z nasion makadamii. Zawiera spore ilości witamin A, B i E oraz składników mineralnych. Ponadto zawiera kwas oleopalmitynowy który działa na skórę i włosy tak jak sebum wydzielane przez naszą skórę - nawilża, natłuszcza, chroni i działa antybakteryjnie. Należy do olei półwnikających.
Olea Europaea Fruit Oil - oliwa z oliwek. Regeneruje, wygładza i nawilża. Zawiera sporo witamin i minerałów. Jest olejem półwnikającym.
Prunus Amygdalus Dulcis Oil - olej ze słodkich migdałów. Natłuszcza, nawilża i chroni. Kolejny olej pójwnikający.
Prunus Armeniaca Kernel Oil - olej z pestek moreli, o bardzo podobnych właściwościach do oleju ze słodkich migdałów.
Sclerocarya Birrea Seed Oil - olej z nasion maruli. Marula jest drzewem rosnącym w Afryce, jej owoce zawierają (według Wikipedii) osiem razy więcej witaminy C niż pomarańcze (które tak swoją drogą nie zawierają jej aż tak dużo jak mogłoby się wielu osobom wydawać), mają bardzo charakterystyczny i przyjemny smak i zapach. Natomiast nasiona zawierają do 60% oleju i mogą być palone jak świece. Nasiona zawierają też do 30% protein. Olej działa odżywczo i nawilżająco.
Sesamum Indicum Seed Oil - olej sezamowy, używany w pielęgnacji suchych włosów i suchej skóry głowy. Posiada naturalny filtr słoneczny (3-4). Jest olejem półwnikającym.
Panthenol - naturalny prekursor witaminy B5, obecny w każdej żywej tkance. Działą nawilżająco, przyspiesza gojenie i łagodzi podrażnienia.
Hydrolyzed Keratin  - hydrolizowana keratyna która ma na celu uzupełnienie jej niedoborów we włosach. Szczególnie dobrze wchłaniana przez włosy mocno uszkodzone, zdrowe nie wchłaniają jej prawie wcale. Pogrubia włosy i zwiększa ich objętość. 

Analiza pisana na podstawie  mojej własnej wiedzy uzupełnianej i potwierdzanej przez rozliczne źródła z internetu.


           Zapach, konsystencja...          
Maska bardzo ładnie pachnie, jakby owocowo, ale nie mam pojęcia co to za zapach. Jest bardzo gęsta i zbita - nawet postawiona "do góry nogami" nie ścieka, przetrwała również w stanie nienaruszonym podróż z Pocztą Polską i dwie kolejne z PKP. Inne mazidła już takie twarde nie były.
Maska jest bardzo tłusta, można ją rozsmarować na suchych dłoniach ale kiedy są one mokre zaczyna się zabawa =D. We włosy trzeba ją porządnie wmasować. Mimo tego nie jest niewydajna, zużywa się ją w podobnym tempie jak inne, dużo rzadsze maski.


           Działanie          
Jak dla mnie najtrudniejsza część. Na szczęście prowadziłam bardzo skrupulatne notatki.
Maska nałożona na umyte włosy, trzymana ok 30 minut i spłukana. 
Używałam tutaj olejku Khadi do masażu skalpu przed myciem i szamponu Natura Siberica do wszystkich rodzajów włosów (Objętość i pielęgnacja).
Włosy już przy spłukiwaniu były lekko sztywne, szorstkie i drapiące. Po wyschnięciu były mocno spuszone, o dużej objętości, delikatnie sztywne i drapiące. Drapanie było spowodowane odstającymi sztywnymi włosami - było ich naprawdę sporo. W dotyku powodowało to uczucie szorstkości. Po wygładzeniu pojedynczego pasemka pojawiała się śliskość, ale czuć było że włosy są pokryte delikatną warstewką ( i to było przewidziane już w analizie składu, ha!). Były też mocno pofalowane, na wierzchniej warstwie pojawiły się kręciołki. Połysk włosów był raczej mizerny - przez puch, skręt, i warstewkę masła shea na włosach.
Po nocy spędzonej w warkoczu stan włosów się zmienił. Stały się odrobinę bardziej miękkie i mniej spuszone ( gładkie) - ale tylko ta część która była zapleciona w warkocz! Włosy na czubku głowy jak były spuszone, takie zostały. Ujawniła się także, wcześniej niezauważalna na pierwszy rzut oka warstewka masła shea na włosach. Włosy straciły objętość i zaczęły się strączkować. Skręt został zastąpiony przez fale z warkocza, odrobina puchu została zamieniona w odrobinę połysku - niby dobry deal ale różnica była maleńka.
Na tym etapie ( po 2 próbach) postanowiłam zaprzestać eksperymentów z tą maską. Traf chciał jednak, że poprzednia recenzja została bezpowrotnie zassana w czeluście internetu ( no przepadła i nie wiem jak to się stało). Coś mi też mówiło że potraktowałam tą maskę niesprawiedliwie i że należy ją też przetestować w inny sposób. No i stało się...
Maska nałożona na zmoczone włosy, trzymana 40-50 minut i zmyta. Mokre włosy przeczesane palcami z odrobiną żelu Joanna Mrożącego, nie ugniatane.
Jak zwykle przed myciem użyłam olejku Khadi do masażu skalpu. Maskę nałożyłam jak w opisie powyżej i zmyłam resztkami szamponu Natura Siberica i żelem do higieny intymnej Facelle Sensitive. I na koniec odrobina żelu ( aby opanować puszenie się włosów).
Od początku miałam przeczucie że ta próba będzie tylko formalnością i utwierdzeniem się w przekonaniu że do maski Gliss Kur Oil Nutritive nie chcę więcej wracać. Tymczasem....
Włosy przy spłukiwaniu nie były sztywne i drapiące. Nie były też super gładkie i śliskie - ot, włosy jak po masce która z nimi niewiele robi.  
Włosy po wyschnięciu przeistoczyły się w miękkie i gładkie lekko pofalowane pasma. Byłam zdumiona. Z d u m i o n a. Co prawda nie miały ani fajnej objętości ani połysku, ani nie były sypkie, ale skąd tak nagła przemiana? Puch na mojej głowie oceniłam na 2/10. Objętość diabli wzięli, włosy były przyklapniete ( nałożyłam maskę od nasady), lekko postrączkowane, ich połysk był matowy - włosy zamiast odbijać światło taflą rozpraszały je i było ewidentnie widać że to przez jakąś substancję którą są powleczone ( znowu masło shea). Mimo to wyglądały całkiem znośnie i zapowiadało się na kolejne eksperymenty z omawianą maską aby zbadać ten fenomen.
Przed plecieniem warkocza rozczesałam włosy tylko na głowie, u nasady, chciałam je zaczesać do tyłu aby nadać im trochę objętości. Włosy momentalnie stały się spuszone i bardzo matowe. Nawet w dotyku było czuć tą matowość. Wrażenie w dotyku było podobne do tego, co trzeba przejść odkurzając czasem dywan pod włos.
Po nocy mat trochę zniknął, za to puch został. Włosy zaplecione w warkocz stały się nagle sztywne, miękkość i względna gładkość gdzieś zniknęły. Tylko moje końcówki wydają się być zadowolone, całkiem gładkie i śliskie w dotyku.

           Podsumowanie          
Maska powodowała na moich włosach puszenie i sztywność. Masło shea obciążało mi włosy, oblepieło je zabierając im blask i powodując ich późniejsze zbijanie się w strączki. Raczej jej już nie użyję. W mojej prywatnej klasyfikacji otrzymuje ona zero:
0 - Kosmetyk zamiast pomagać pogarsza stan moich włosów
1 - Kosmetyk nie robi z włosami nic albo bardzo niewiele.
2 - Po użyciu kosmetyku włosy wyglądają i sprawują się dobrze, widać pozytywne działanie kosmetyku na włosy, jednak w niektórych kwestiach nie działa tak dobrze jakbym chciała.
3 - Nie ma się czego przyczepić, włosy wyglądają i sprawują się bardzo dobrze, wręcz idealnie ( lub bardzo mało im do ideału brakuje). Tak zwany "efekt wow". 

Jestem dumna ze w końcu udało mi się wybadać dokładnie działanie jakiegoś kosmetyku i napisać o nim opinię. Do tej pory używałam kosmetyków w ciemno oczekując na to, ze pewnego dnia stanie się cud.
Kto dotrwał do końca?

4 komentarze:

  1. Ja dotrwałam! :)

    O kurka, aż czuję się winna wymiany... Niezły przekrój przez kiepskie efekty maski do włosów. Jeden Gliss Kur, a ile doświadczeń!
    Ha...ha.
    To tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że ta maska to jedna z najdziwniejszych z jakimi się spotkałam.

    A skala do oceny świetna! Dokładnie taka, jaką sama podświadomie stosuję ale nigdy nie byłam w stanie tego napisać i podzielić obiektywnie przy pomocy liczb. Jak pożyczę pomysł i napiszę, że Twój, ugryziesz mnie? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przynajmniej wiem czego unikać, wybrałam ten zestaw z premedytacją. Balsam organique też się dobrze nie zapowiada, miałam go raz kiedyśtam na włosach i nie było za dobrze. Będę go teraz testować do kompletu - ale chyba tylko w weekendy, chcę dobrze wyglądać do ludzi.
      Skala jest wymyślona na postawie Twoich opisów więc bierz ją śmiało i nie pisz czyj pomysł =)

      Usuń
  2. Odpowiedziałabym Ci na najnowszy komentarz (na przykład) ale nie mogę u siebie. Bu. Kiedy klikam "odpowiedz" blogger przerzuca mnie na górę strony i koniec.
    W każdym razie... Bardzo dobrze, że zrobiłaś sobie zakupy :) Zazdraszczam :> Sama patrzę co kilka dni na balsamy propolisowe i zastanawiam się czy przy okazji kupowania szamponów za kilka dni nie kliknąć też jakiejś odżywki... ale właściwie użyję jej najwcześniej za pół roku, taką mam kolejkę :D, więc może się powstrzymam. Postawię na oleje za to, bo zaczynam miesiąc (na razie) olejowania włosów co mycie.

    A teraz oddalam się w zacnym celu odpisania Ci na maila! :)

    OdpowiedzUsuń

Na komentarze zawsze odpowiadam na tym blogu, nie na Waszych - nie dam rady śledzić takiej korespondencji.
Proszę nie zostawiać komentarzy reklamujących Wasze blogi. I tak zaglądam na bloga każdego komentatora, a komentarze z taką formą reklamy będą usuwane.